Nothingness

by Ceaseless Desolation

/
  • Streaming + Download

     

1.
2.
3.
4.
5.
03:29
6.
04:14
7.
03:42
8.
9.
10.

credits

released May 5, 2013

tags

license

all rights reserved

about

Ceaseless Desolation Poland

contact / help

Contact Ceaseless Desolation

Streaming and
Download help

Track Name: Nieustająca dewastacja; Tyrania widm
# nieustająca dewastacja

wrodzony pęd do destrukcji
spowodował wiele
bolesnych doświadczeń
w moim otoczeniu
i w mojej osobie
traumatyczne wydarzenia
wypaczyły moją psychikę

niedobór dopaminy

# tyrania widm

milczenie jest akceptacją
status quo znów potwierdzone
manipulacje kontekstem
spaczone znaczenia pojęć
jeden strumień słusznych myśli
bierze źródła gdzies w mennicach
dozwolona częstotliwość
dyskurs z przemilczeniem przyczyn

gdy eksplozje rozedrą ciszę
ogień strawi wieże światyń
kamienie zaciemnią niebo
strach przeniknie psie kordony

reprezentacja większości
padającej jej ofiarą
ubezwłasnowolnieni ludzie
gotowi bronić swych granic
państwowy interwencjonizm
w każdej sferze codzienności
rezygnacja z autonomii
dla iluzji bezpieczeństwa

stygmaty błędnej percepcji
tradycja niszcząca ego
ustępstwa na rzecz hitostaz
jako świadectwo mądrości
tor odtwórczej egzystencji
elementu zdefiniowanego zbiorem
widmo świetlanej przyszłości
koszmar powszechnego "dobra"

istotne jest każde odstępstwo
Track Name: Dwunożna autodestrukcja
# dwunożna autodestrukcja

każde narodziny są deklaracją zgonu
kolejna cząstka
skrupulatnie doskonalona
przez cały cykl
ulega rozpadowi

bezbronna istota
ma swoje pięć minut

sukcesy, upadki,
wyczerpująca wędrówka
donikąd - po nic
schorzenie bez możliwości leczenia
nic nie możesz zrobić
Track Name: Egzystencjalny szum
# egzystencjalny szum

głuche cielesne wrażenie
brak zaufania do zmysłów
wskazanie na ich relatywność
wokół mnie egzystencjalna cisza
wokół mnie egzystencjalny szum
gdy są odpowiedzi, a nie ma pytań
myslę i wątpię, myślę by watpić
mdłości gdy żyję

jestem pod gnijacym niebem
dławiąc się - sinieję
niebo jest puste o mnie
puste o nic

uświadomiłem sobie absurd
własnej egzystencji
pozbawiony obiektywnej sankcji rozwój świata
chaos i nieustanne mdłości
Track Name: Poroniony raj
# poroniony raj [ charles bukowsky ]

złe dni i noce zdarzają się teraz zbyt często
stare marzenie, żeby przed śmiercią
przeżyć kilka łatwych lat
rozwiało się jak wszystkie inne

od początku przez cały wiek średni, aż do końca
chwilami błyskały iskry nadziei, ale szybko tonęły z powrotem
w tej samej miksturze, w smrodzie rzeczywistości

chcieliśmy więcej niż w ogóle było możliwe
choć w ogólnym rozrachunku nasza małostkowa udręka
jest głupia i próżna

ale nie tylko los jest winien, sami zmarnowaliśmy
własne szanse, zadławiliśmy własne serca
jesteśmy teraz obywatelami nicości.

inni doznają tego samego piekącego chaosu,
szaleją, giną z własnej ręki,
szarzeją i biegną ku urojonym bóstwom

porażeni
idą w alkohol, w narkotyki
w przyrodzona głupotę
nikną w tej masie nicości
którą nazywamy rodzinami,
miastami, krajami.

nawet słońce
zna smutną prawdę
o tym
jak każdy z nas oddał
swoje życie i śmierć
we władzę prostego
rytuału zbędnego
tchórzliwego rytuału
a potem
chyłkiem umykając
sprzed oblicza chwały
obracając własne marzenia w gnój

inni doznają tego samego piekącego chaosu,
szaleją, giną z własnej ręki,
szarzeją i biegną ku urojonym
bóstwom porażeni idą w alkohol i narkotyki
Track Name: Jutro?
# jutro?

jutro... nie wierzę, aby lepiej było
i nie zazdroszczę już tej wiary dzieciom
po co się łudzić? wydarte stuleciom,
posępne, smutne, zimne doświadczenie;

jutro...? to jutro...? jutro, marzyciele
przeklinać własne próby bedą
nowe zło w nowym odkrywając dziele;

jutro, trawieni nowymi chorobami,
szukać będą nowego systemu
leków i zbawień, a nie mogąc męce
ulżyć, bezsilni załamią ręce
Track Name: Nicość
# nicość

jestem śmiesznym posągiem czasu
cicho! - wrócił,
smagnął mnie po ciele,
podciął mi nogi
owinął szyję.
brnąłem w to wszędzie
gdzie się nie zwróciłem

krwi mojej żywicą
karmiłem nicość

butelka z której piłem
niespełnione zamiary
niedopałki szkodliwych papierosów samotności
przybrudzona miłość
którą nosiłem na codzień

krwi mojej żywicą...

aż kiedy oddam
swe długi nicości
nie wybuchnie mi śmiechem w twarz
rachunki nie będą fałszywe,
zsumują się w czyste zero

krwi mojej żywicą...
Track Name: Ucieczka
# ucieczka

twoje oczy otwarte ale nie widzące
choć słońce pali twoją skórę
ty negujesz jego moc
doprowadzasz do agonii własne istnienie
wybierając bezpieczniejsze rozwiązanie

przezwycięż swoje opętanie
ucieczkę od wolności
albo pozostań w uwłaczającym
twej godności ukryciu

ucieczka od wolności - 'bóg'
Track Name: Z życia marionetek
# z życia marionetek

dyskusje, praca, terminy, codzienność
brak podniecenia, lęku
coś sprawia, że nie potrafię się kontrolować
lekarze, pigułki, alkohol, praca
nie pomagają
rozkład
lustro, patrzę na swoją twarz
wniosek, mikstura ciała i krwi,
tkanki nerwowej i kości,
mieści nie pasujących do siebie ludzi
marzenia o bliskości,
czułości, wspólnocie,
wyrzeczeniu się siebie,
o wszystkim co żywe
z drugiej strony gwałt,
sprośność, strach i śmierć
marzenia były zbyt piękne
i za karę
życie daje w kość
w najmniej spodziewanym momencie
orgazm z nosem głęboko w gównie
Track Name: Bez szczęśliwego zakończenia
# bez szczęśliwego zakończenia

idealizm przyniósł jedynie wyniszczenie
zaufanie bez skrupułów nadużywane
rezygnacja z realnych opcji, nie biorąc niczego w zamian
przy braku skutecznej terapii, lekarstwa
można jedynie kontrolować chorobę
uszkodzenie sięga zbyt głęboko
okresowe poprawy, cykliczne załamania

ignorując samozachwowawczość;
nieprzytomnym wzrokiem wychodzę za horyzont
poczucie moralnej wyższości,
słaniając się na nogach

dławiący śmiech rozpaczy

wiatr rozwiewa śnieg na otwartych grobach
puste oczodoły wciąż wyglądają tego, co nigdy
nie miało prawa nadejść
daremne sny o jutrze; nowe gorsze wczoraj
chłód,
przytulam sznur do szyi
Track Name: Do zatracenia
# do zatracenia

przesilenia nigdy nie trwają zbyt długo
nieznaczące dni stają się latami
błogość otępienia unosi wysoko
by za każdym razem kończyć się tak samo

palące pragnienie zostania na dłużej,
choć rzadko bywałem tu mile widziany
przechodzić, iść dalej w nieznanym kierunku
odchodzić w milczeniu, wbrew woli iść dalej;
przez zamieć, pożogę,
zgliszcza i popioły,
ignorując ból, otarcia na ciele;
niezgodę, destrukcję i zrezygnowanie,
utratę oddechu - aż po zatracenie

w każdej kropli jadu,
chwilach jak płomienie,
w iluzji spełnienia,
zwątpieniu, bezsile,
w daremnej ofierze
i rozczarowaniu,
we wszystkim co spontaniczne i żywe

w szarości głębokiej jak późny listopad
przez szron skrywający przegniłą zieleń
w skrajność ze skrajności,
i znikąd donikąd,
stapiając z nicością - aż do zatracenia